W sporcie zwykle wszystko zaczyna się na wuefie. Ale nawet najlepsza lekcja w szkole to za mało, dlatego tak ważne jest, co dla usportowienia dzieci i młodzieży robią lokalne społeczności – samorządowcy, sąsiedzi działający w radach osiedli, a nawet strażacy czy leśnicy.

– To był strzał w dziesiątkę – mówił wielokrotnie o orlikach były minister sportu.

Tych strzałów było naprawdę wiele, bo obiektów sportowych w ramach programu „Orlik-2012” powstało ponad 2,6 tys. i na dobre wpisały się w polski krajobraz. Przedsięwzięcie uważane jest za unikatowe w skali Europy.

Wystarczy przyjrzeć się liczbom: tylko do 2014 roku boiska, które mogą służyć do uprawiania ponad 70 dyscyplin sportowych (bo orliki to nie tylko piłka nożna i koszyków, ale często też tenis ziemny, badminton, unihokej czy bule), odwiedzono ponad 16 milionów razy i zorganizowano na nich blisko 9 tys. imprez. A ten bilans stale się poprawia.

To dlatego, że orliki to nie tylko boiska. To przede wszystkim działający na nich ludzie tzw. animatorzy. Ci, którzy ćwiczą pod ich okiem nie bez powodu, mówią o nich „żywe instytucje”. Animatorzy działają na rzecz lokalnych społeczności organizując imprezy i turnieje, zachęcają i angażują do aktywności także osoby, które wcześniej nie uprawiały sportu. Prowadzą zajęcia dla każdego – przedszkolaków, uczniów, całych rodzin, seniorów i tych z niepełnosprawnościami.
 
Co można z nimi robić na orlikach?

Szczegółowych informacji warto szukać na portalu naszorlik.pl, który zawiera nie tylko dokładne dane obiektów wybudowanych w ramach programu, ale jest też platformą, gdzie znajdziecie informacje o zajęciach, organizacji imprez czy sposobach o tym, jak zdobyć pieniądze na funkcjonowanie orlika.

Kiedy w 2013 Centrum Edukacji Obywatelskiego zapytało uczestników programu „WF z klasą” o orliki, okazało się, że w okolicy nie ma ich tylko 17 proc badanych. A ci szczęściarze, którzy mają do nich dostęp, korzystają z nich w równym stopniu na lekcjach wuefu co w czasie wolnym z kolegami!

To właśnie wokół orlików bardzo często zawiązują się tzw. partnerstwa lokalne. To forma współpracy, umożliwiająca wspólne zaangażowanie się w działania różnym instytucjom, organizacjom, firmom czy osobom zainteresowanym konkretnym problemem albo zagadnieniem w wymiarze lokalnym. Na boiskach oczywiście najważniejsze są sport, ruch i zdrowie. Przykład? Partnerstwo „Kalejdoskop aktywności” założone przez Stowarzyszenie „Czajnia” ze Spółdzielnią Mieszkaniową w Tomaszowie Lubelskim, Lokalną Organizacją Turystyczną ROZTOCZE, Fundacją Rozwoju Lubelszczyzny, Stowarzyszeniem Rozwoju Lokalnego NIWA, Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej i Agencją Rozwoju Roztocza. Ich głównym celem jest podniesienie poziomu aktywnego spędzania wolnego czasu przez mieszkańców miasta. W ramach projektu zostały wyremontowane i zmodernizowane place zabaw znajdujące się na terenie spółdzielni, a także powołano do życia Klub Aktywności Społecznej. Dla mieszkańców przygotowano warsztaty, szkolenia, konkursy oraz imprezy plenerowe, których program został opracowany w porozumieniu z samymi mieszkańcami.

Takich inicjatyw stale w Polsce przybywa.
 
W skateparku czeka trener

Pytam naszych czytelników o sportowe wydarzenia i inicjatywy w ich okolicy, z których są dumni.

Magdalena jednym tchem wymienia akcje we Wrocławiu i województwie. – Bardzo ważną rolę pełnią świetlice wiejskie, które oprócz zajęć plastycznych czy teatralnych organizują tańce, balet, fitness. Przy szkołach działają trenerzy osiedlowi, którzy trenują z dziećmi siatkówkę czy koszykówkę. A przy licznych w ostatnim czasie imprezach biegowych są też biegi dla dzieci. Oferta jest według mnie spora. To, czego brakuje to aktywizacja dzieci z rodzin nieuprawiających sportów i lepsze akcje informacyjne. Bo kto np. wie, że we Wrocławiu na jednym ze skateparków można za darmo skorzystać z porad profesjonalnego trenera?

Dolny Śląsk może się zresztą pochwalić unikatowymi programami sportowymi, takimi jak „Dolny Śląsk dla Królowej Sportu” czy „Dolnośląskie delfinki”. W ich ramach urząd marszałkowski wspomaga gminy w budowie boisk lekkoatletycznych oraz basenów, z których korzysta przede wszystkim młodzież szkolna.

Jedno z takich boisk – w Żarowie – otwierał w tym roku dwukrotny mistrz świata w rzucie młotem Paweł Fajdek. To było symboliczne, bo kiedy sam zaczynał treningi w klubie ULKS Zielony Dąb, w klubie brakowało pieniędzy, więc klatkę do rzutu zbudowano z kilku starych, zepsutych latarni ulicznych, a wokół nich rozpięto metalową siatkę ogrodzeniową. Nie raz młota szukał w okolicznych krzakach. Jego następcy już nie będą musieli.

Młociarz podkreślał: – Teraz młodzież ma szansę zdrowo spędzać czas, a nie tylko siedzieć na Facebooku. Na Dolnym Śląsku przez trzy lata zainwestowali ponad 13 mln zł w budowę 42 obiektów lekkoatletycznych.
 
Jest lider, jest zabawa

Ignacy Błotniak, gimnazjalista z Olsztyna bardzo chwali trzy siłownie „pod chmurką”, które działają na jego osiedlu. – Co roku robimy tu festyn z różnego rodzaju konkursami sportowymi – opowiada. – A kiedy w przedszkolu naprzeciwko mojego bloku organizowane są zawody, mogą wziąć w nim udział dzieci z okolicy, które wcale do tego przedszkola nie chodzą.

Otwarte siłownie, które kilka lat temu nazywano jeszcze w Polsce „placami zabaw dla seniorów”, podbiły serca także młodzieży. Jest ich już w Polsce kilka tysięcy – również dzięki dużemu zaangażowaniu rad osiedli i dzielnic, które pozyskiwały na nie fundusze unijne. Do najpopularniejszych jak np. ta na poznańskim Morasku w weekendy ustawiają się kolejki.

Z kolei Adam Piwek chwali podwrocławską Oławę i lokalnego lidera Mateusza Markowskiego. – Rajdy zimowe, akcje biegowe, bezpłatne zajęcia dla maluchów. Nagle jakoś senne miasteczko zaczęło biegać – mówi.

Michał Fila zwraca uwagę na biegi dzielnicowe tzw. „Grand Prix Dzielnic Gdańska” i turnieje piłkarskie z cyklu „0:1 do przerwy”. Do tej pory ścigali się już ze sobą mieszkańcy takich dzielnic jak: Brzeźno, Zaspa, Orunia, św. Wojciech, Lipce, Ujeścisko, Łostowice, Wrzeszcz Górny, Wrzeszcz Dolny, Siedlce, Strzyża oraz Brętowo. Najstarsi na dystansie 5 km, najmłodsi w tzw. Biegu Malucha – 400 metrów. Organizatorem imprezy jest Klub Lekkoatletyczny Lechia Gdańska, a poszczególne biegi wspierane są przez rady dzielnic.

Do aktywności uczniów i ich rodziny zachęcają coraz częściej nie tylko samorządowcy, rady osiedli czy organizatorzy masowych biegów, ale też np. Lasy Państwowe. Czy wiedzieliście, że z każdego miejsca w Polsce do lasu można dotrzeć w mniej niż godzinę? A tam już czeka na nas 22 tys. km pieszych szlaków i 4 tys. szlaków rowerowych. Nadleśnictwa coraz chętniej organizują biegi i marsze na orientację.

To wszystko bardzo cieszy, bo im więcej osób bierze na siebie odpowiedzialność za edukację sportową dzieci i młodzieży, tym większe sukcesy obserwujemy.

Autorka: Justyna Suchecka

Źródło: http://www.wfzklasa.sport.pl/

Data publikacji: 23.11.2015