Kiedyś do szkoły chodziło się na piechotę, a bieganie po lekcjach było czymś oczywistym. Dziś dzieci są wożone, cały czas siedzą, więc są bardzo słabe. Ciężko je zachęcić do sportu, bo szybko się męczą.
 
Trójka dzieci Filipa chodzi do szkoły prywatnej. – Właściwie codziennie mają jakieś zajęcia dodatkowe i nie uważam, że to je przeciąża, jak się to często słyszy. I tak większość rodziców odbiera dzieci późno po pracy, więc lepiej, żeby robiły w tym czasie coś fajnego, niż siedziały przed komputerem. Sport jest genialny, bo mogą się wyszaleć, odstresować i przy okazji wzmocnić – mówi. Przyznaje jednak, że problemem jest kiepska oferta zajęć: – Szkoły prywatne bardzo często stawiają na języki obce, zajęcia przygotowujące do olimpiad itd. Tych sportowych jest bardzo mało.
 
Ciężka praca z rodzicami
 
Emerytowany już WF-ista Andrzej Bielak to legenda prawobrzeżnej Warszawy.  – Pamiętam taki moment, to było dobre 20 lat temu. Pracowałem wtedy w podstawówce przy Szanajcy. Był tam chłopak, w którego nikt już nie wierzył: picie, rozboje, kradzieże. Zająłem mu głowę piłką nożną i zadziałało. Wyszedł na ludzi, prowadzi teraz sklep spożywczy – opowiada Andrzej Bielak.
I dodaje: – Pracowałem w różnych szkołach: podstawówkach, gimnazjach, liceach, technikach, państwowych, społecznych, katolickich. Dzieciaki wszędzie są takie same: jednych trzeba sportem zmęczyć i uspokoić, innych pobudzić. Gorzej jest z rodzicami. Praca nad nimi jest dużo cięższa. Co roku tłumaczyłem, że dziecko może się spocić, że nic mu się nie stanie. Że musi mieć ubranie i buty na zmianę. Że musi dbać o higienę. Na moich zajęciach nigdy nie pozwoliłem ćwiczyć dziecku, które nie było przebrane w strój sportowy.
 
Były BOR-owiec i zawodnik Aleksy Kopeć od trzech lat prowadzi wraz z żoną UKS Pięściarz na Bródnie. – Dużo rodziców przyznaje, że przyprowadza dziecko na nasze zajęcia, żeby poczuło się pewniejsze, miało większe poważanie wśród kolegów. Po prostu chcą go nauczyć się bić lub bronić – mówi Magda Kopeć. – Więc najpierw musimy im uświadomić, że nie o to tu chodzi. W boksie zaczyna się walczyć na turniejach najwcześniej w wieku 14 lat. Ale zdaniem Kopciów to i tak za szybko. – Dzieci z młodszej grupy, te od 6 do 10 lat, nie boksują. To zabawa w boks. 80 proc. zadań na treningu to ćwiczenia ogólnorozwojowe. Zajęcia prowadzi trener sportów walki i licencjonowany rehabilitant. Wprowadza elementy gimnastyki sportowej i mnóstwo ćwiczeń korekcyjnych, bo wady postawy są niemal powszechne. Wszystko to przeplata ćwiczeniami bokserskimi, takimi jak chód, postawa, żabki – tłumaczy Magda Kopeć.
 
W UKS Pięściarz są też grupy młodzieżowe, dla 11-17-latków. – Oni teoretycznie mogliby walczyć, ale nie ukierunkowujemy ich na to. W tym roku po raz pierwszy chcemy wystawić na turnieje naszych najbardziej doświadczonych zawodników. Skupiamy się na sprawności ogólnej i technice – podkreśla. – Bywa, że przychodzą do nas dzieci bardzo słabe, z nadwagą czy niskim poziomem koordynacji. Mamy w naszej grupie chłopaków, którzy w trakcie treningów zrzucili nawet 15 kilogramów! Nigdy nie mieliśmy żadnych przejawów agresji czy innych niebezpiecznych sytuacji. Dzieci są po treningu tak zmęczone, że nie mają siły na żadne wybryki. Jeśli więc dziecko ma za dużo energii, zapraszamy do nas.
 
Na fali sukcesu Majki
 
Co zrobić, żeby podczas rodzinnego wyjazdu narciarskiego nie spędzać połowy dnia na zmianę ze współmałżonkiem na „oślej łączce”? Albo pojechać na wycieczkę bez konieczności robienia przystanków co 300 metrów?
– Rodzice, którzy przyprowadzają do nas dzieci na zajęcia, rzadko myślą o narciarstwie jak o sporcie. To rekreacja. Chcą przygotować dzieci do sezonu, podszkolić i wzmocnić tak, żeby mogli jeździć wspólnie – mówi Justyna Potempska z klubu narciarskiego RASC, który prowadzi treningi na Szczęśliwcach. – Bywa jednak, że wsiąkają na dobre. Jeżdżą z nami na obozy i zawody, hartują się, poznają smak rywalizacji, a przy okazji poznają polskie i europejskie góry.
 
Warszawski Klub Kolarski (WKK) przeżywa prawdziwe oblężenie. Czy to dzięki sukcesom Rafała Majki? – Na pewno Majka ma w tym swój udział. W ostatnich dniach odebrałem rekordową liczbę telefonów – śmieje się trener Błażej Maresz.
 
Zajęcia WKK odbywają się w aż pięciu miejscach w Warszawie: na Bielanach, Ursynowie, Pradze-Południe, w Wilanowie i Wesołej. – Kolarstwo jest dyscypliną późną. Teoretycznie powinno się zacząć trenować w wieku ok. 13-14 lat, czyli w gimnazjum. To bardzo trudny wiek, w którym trudno zachęcić młodzież do sportu. Dlatego robimy zajęcia dla młodszych dzieci, nawet 8-latków – tłumaczy Błażej Maresz. – To głównie zajęcia ogólnorozwojowe. Maluchom robimy bardzo dużo treningów z techniki jazdy, wprowadzamy sporo elementów akrobatycznych. Zamiast jechać na godzinną wycieczkę wzdłuż Wisły, uczymy się jeździć na tylnym kole. Świetnie się bawią, przełamują swoje bariery i doskonale opanowują jazdę na rowerze.
 
Demokracja podczas ćwiczeń
 
– Różnica w ogólnej sprawności dzieci dzisiaj a tych w latach 70. czy 80. jest ogromna. Udowadniają to wszystkie badania sprawności fizycznej uczniów. W 1989 r. ośmiolatek miał siłę wisieć na drążku przez 17 sekund, a dziś chłopiec w tym samym wieku utrzyma się tylko przez 7 sekund. Wolniej też biega, ale za to wygrywa w siłowaniu na ręce. Dlaczego? Jest grubszy i lepiej odżywiony od swojego kolegi sprzed 25 lat.
Kiedyś wszędzie chodziło się na piechotę, a bieganie po lekcjach było czymś oczywistym. Dziś dzieci prawie cały czas siedzą, są wożone i odwożone, coraz rzadziej ganiają po podwórku. – Są bardzo słabe. Dlatego ciężko je zachęcić do sportu. Szybko się męczą, nie odczuwają przyjemności z ruchu. Trzeba trafić w ich zainteresowania – tłumaczy Andrzej Bielak. – Ostatnie dziesięć lat przepracowałem z klasami 0-6 w szkole katolickiej na Zaciszu. Na SKS-ach wprowadziłem zasadę demokracji: wspólnie ustalaliśmy, co będziemy robić. Najpierw uczyliśmy się wszystkich możliwych dyscyplin, gier i ćwiczeń. Potem głosowaliśmy i ustalaliśmy plan na cały tydzień. Nieraz dzieci same wymyślały gry, zlepiając znane im konkurencje. Każdy znajdował coś dla siebie. Na zajęciach miałem zawsze co najmniej 30 osób.
 
Za pewną dozą demokracji opowiadają się także psychologowie. – Dzieci prawie cały dzień funkcjonują w schemacie kolejnych zadań, które muszą robić. Porannych obowiązków, potem planu lekcji itd. Trzeba dać im odetchnąć i pozwolić robić to, na co mają ochotę. W sporcie, jak chyba w żadnej innej dziedzinie, zawsze wyjdzie im to na dobre – mówi psycholog sportu Julia Badowska. – Oczywiście, należy wziąć poprawkę na to, że dzieci mają humory i ulegają modom. Niemniej warto wsłuchać się w ich potrzeby. I nie bać się próbować, szukać i zmieniać! To że dziecko nie najlepiej radziło sobie na grach zespołowych, nie oznacza, że nie ma talentu do sportu. Bardzo możliwe, że doskonale odnajdzie się w dyscyplinie indywidualnej.
W 1989 r. ośmiolatek miał siłę wisieć na drążku przez 17 sekund, a dziś chłopiec w tym samym wieku utrzyma się tylko przez 7 sekund. Wolniej też biega, ale za to wygrywa w siłowaniu na ręce. Bo jest grubszy i lepiej odżywiony od swojego kolegi sprzed 25 lat.
 

Autorka: Magda Sołtys

Źródłohttp://www.wfzklasa.sport.pl/

Data publikacji: 18.11.2015