Wartości kształtują postawy, które – obok wiedzy i umiejętności – decydują o indywidualnym sukcesie, a w szerszej perspektywie pozwalają budować społeczeństwo odporne, etyczne i zdolne do realizacji celów wykraczających poza własny partykularny interes. Dziś wiemy, że w szkole nie tyle chodzi o wielkie deklaracje, ile o codzienną praktykę. Sfera pogodzenia jej z aksjologicznym wymiarem zdaje się najważniejszym wyzwaniem dla nauczyciela, który musi z konieczności balansować między sprzecznymi celami i konfliktującymi wartościami.

Pedagog przypomina linoskoczka. Musi iść drogą środka, by nie osunąć się w przepaść frustracji, braku sprawczości czy emocjonalnego wyczerpania. Sprzeczności w pracy nauczyciela jest bardzo dużo. Ten, kto stoi przy tablicy, niezależnie od tego, czy zdaje sobie z tego sprawę, czy też nie, rozwiązuje szereg dylematów. Potknięcie w tym obszarze grozi poważnymi konsekwencjami, na co zwracają uwagę w swojej znakomitej książce psycholożki Maud Winkler i Anke Commichau – autorki książki „Sztuka prowadzenia wykładów i lekcji”

Jak być autentycznym w roli nauczyciela?

Bez wątpienia szczerość i autentyczność w kontakcie z uczniami sprawiają, że nauczyciel staje się „bardziej ludzki”. Jednocześnie pozostaje on w swojej zawodowej, „pedagogicznej” roli, w której swobodę działania ogranicza świadomość sytuacji i związanych z nią oczekiwań. A te są ogromne – podobnie jak lista zachowań, których nauczycielowi „nie wypada”. Nierozwiązany dylemat pomiędzy autentycznością a świadomością własnej roli może prowadzić do dwóch skrajności: z jednej strony – do swoistego psychologicznego ekshibicjonizmu, który osłabia autorytet i zaufanie, z drugiej – do przybrania maski, za którą znika ludzkie oblicze nauczyciela. Wtedy staje się on dla uczniów jedynie „maszyną” do prowadzenia lekcji.

Nie chodzi więc ani o zbudowanie poufałej, a przez to zaburzonej relacji z uczniami, ani o całkowite nieujawnianie siebie. Kluczem jest autentyczność rozumiana jako spójność między tym, co nauczyciel mówi, a tym, jak postępuje. Uczniowie błyskawicznie wyczuwają fałsz i reagują na niego dystansem lub ironią. Prawdziwe zaufanie rodzi się nie z doskonałości, lecz z konsekwencji i wiarygodności. Nauczyciel, który potrafi przyznać się do błędu, okazać emocje, ale jednocześnie zachowuje granice swojej roli – staje się dla uczniów kimś realnym, kimś, komu można wierzyć.

Jak skutecznie realizować program i budować pozytywną relację z uczniem?

Uczniowie (często po latach) najlepiej wspominają tych, którzy byli i wymagający, i wspierający jednocześnie. Nauczyciel zawsze przygotowany do lekcji i oczekujący bycia przygotowanym budził respekt. Dbanie o wysoki wynik egzaminu często spotyka się z uznaniem rodziców i samych uczniów.

Potrzeba osiągnięcia sukcesu egzaminacyjnego wydaje się powszechna. Warto jednak pamiętać o prawie Goodharta, które mówi, że „kiedy miara staje się celem, przestaje być dobrą miarą”. Oznacza to, że wskaźnik używany do oceny skuteczności działań traci swoją wartość, gdy zaczynamy dążyć do poprawienia właśnie jego, a nie rzeczywistości, którą miał opisywać. W edukacji widać to szczególnie wyraźnie – kiedy wyniki egzaminów stają się głównym celem nauczania, szkoła zaczyna „uczyć pod testy”, a nie rozwijać rzeczywiste kompetencje uczniów. Wtedy liczby mogą wyglądać dobrze, ale stojąca za nimi jakość kształcenia często pozostaje bez zmian lub nawet się pogarsza.

Nie powinno się dążyć do odpowiedniej jakości kosztem wzmacniania postaw lękowych; nie chodzi też o to, by popaść w bylejakość usprawiedliwioną rzekomą troską o dobrostan uczniów. Prawdziwa jakość edukacji nie polega na ciągłej presji i rywalizacji, ale na tworzeniu warunków, w których uczniowie mogą się rozwijać, podejmować wyzwania i doświadczać satysfakcji z własnych postępów. Wymaga to od nauczyciela mądrego wyważenia między wymaganiem a wspieraniem, między oceną a informacją zwrotną, między standardem a indywidualnym tempem rozwoju.

Wysoka jakość nauczania i dobrostan ucznia nie stoją w sprzeczności – przeciwnie, wzajemnie się wzmacniają. Nie chodzi więc ani o wojskowy dryl, ani o to, by rezygnować z jasno określonych wymagań. Warto więc znaleźć równowagę między: „macie się tego nauczyć i kropka” a „jak nie chcecie, to nie robimy”.

Jak akceptować ucznia i być w gotowości do konfrontacji z nim?

Błąd jest naturalnym elementem uczenia się. Bez błędów nie byłby możliwy postęp. Nauczyciel powinien więc okazywać tolerancję dla potknięć uczniów, doceniać ich w tych momentach, w których starają się poprawić. Celem nie jest osiągnięcie stanu doskonałości, lecz wejście w proces rozwoju, w którym pojawia się także przestrzeń na kryzys rozwojowy. Jednocześnie istnieją sytuacje, w których nauczyciel powinien interweniować w sposób zdecydowany. Powiedzieć wyraźnie i jednoznaczne „nie”.

Stawianie granic w relacji z innymi (w tym z naszymi uczniami) jest trudną sztuką, której cały czas się uczymy. Niekiedy jednak próbujemy iść na skróty. Zamiast asertywności wchodzimy w rolę „zabójczo uległą”, tracąc szacunek naszych uczniów. Kiedy udajemy, że nie widzimy, jak uczeń łamie przyjęte reguły, dajemy przyzwolenie na takie zachowanie. Z drugiej strony niekiedy idziemy w postawę konfrontacyjną tak daleko, że nie widzimy, że już przekroczyliśmy granicę niechęci, agresji czy wrogości.

Umiejętność stawiania granic to jeden z najtrudniejszych, ale też najważniejszych elementów pracy nauczyciela. Wymaga odwagi, refleksji i emocjonalnej dojrzałości. Granice nie są bowiem narzędziem kontroli, lecz formą troski – chronią zarówno ucznia, jak i nauczyciela przed chaosem, nieporozumieniem czy utratą wzajemnego szacunku. Chodzi o to, by reagować w sposób spokojny, konsekwentny i pełen szacunku, a nie impulsywny czy karzący. Asertywne „nie” nie jest wyrazem braku empatii, lecz jasnym komunikatem, że pewne zachowania są nieakceptowalne, bo naruszają dobro wspólne. Taka postawa daje uczniom poczucie bezpieczeństwa i pokazuje im, że wolność zawsze idzie w parze z odpowiedzialnością.

Świadomy i taktowny nauczyciel

Rozwiązywanie tych dylematów to proces, który nauczyciel podejmuje każdego dnia na nowo. Praca ta trwa tak długo, jak długo jesteśmy w roli nauczyciela. Rozwiązaniem wydaje się rozwijanie w sobie taktu pedagogicznego. Zmarły niedawno pedagog, prof. Jarosław Michalski, poświęcił temu zagadnieniu wiele uwagi w swoim dorobku naukowym. Postulował on łączenie sfery wartości z obserwowalnym, codziennym działaniem.

Taktowny nauczyciel wystrzega się niedyskrecji, złośliwości, intencjonalnego sprawiania komuś przykrości; „ma (…) we współczesnej szkole tworzyć jej kulturę, wyznaczać swoisty priorytet szacunkowi, jako niezwykłej kategorii współdziałania podmiotów i rzecz jasna działać w kategoriach realnych. (…). Można bowiem takt pedagogiczny łączyć z realnym życiem szkoły, gdzie jest miejsce na błąd, ale i bezwzględnie na refleksję, na chaos, ale i na uporządkowanie, na powtarzalność, ale też na twórczość, na milczenie, ale zawsze też na słowo” – zwraca uwagę uczony. 

Takt pedagogiczny to nic innego jak umiejętność takiego kontaktu z uczniami, aby nie ranić ich uczuć ani nie prowokować konfliktów. Warto świadomie zadbać o uważne słuchanie każdej wypowiedzi, poprawianie błędów w sposób nieupokarzający ucznia, unikanie ostentacyjnego wyróżniania kogokolwiek, powstrzymywanie się od pytań zbyt prywatnych. Nie mówić o używaniu określeń obraźliwych, wrogiej ironii czy insynuacji. Dzięki takiemu podejściu wychowawca buduje z uczniami relacje oparte na wzajemnym zaufaniu.

Kształtowanie w sobie taktu pedagogicznego to wzbudzanie świadomej refleksji nad tym, jakie przeżycia towarzyszą mi w pracy z uczniem i jakie reakcje wywołuję jako nauczyciel. Warto w sytuacji, w której z całą mocą ujawniają się konfliktujące ze sobą cele (jakość edukacji – kontakt z grupą, autentyczność – świadomość roli, akceptacja – konfrontacja), zadać sobie następujące pytania: 

  • Jaka była moja reakcja?
  • Czy jestem z tej reakcji zadowolony/zadowolona?
  • Co w mojej reakcji chciałbym/chciałabym zmienić?

Co ważne, narzędzie to nie służy do tego, by wzbudzać poczucie winy – jest to bowiem reakcja niekonstruktywna. Chodzi o to, żeby praca, którą wykonujemy jako nauczyciele, miała szansę stać się impulsem rozwojowym. Rozwijanie w sobie poczucia sensu i dążenie do wewnętrznej spójności na poziomie wartości chroni nas przed wypaleniem i pozwala przynosić pożytek sobie i innym.

Bibliografia

Maud Winkler, Anka Commichau, Sztuka prowadzenia wykładów i lekcji, Kraków 2008.

Jarosław Michalski, Takt pedagogiczny w sztuce nauczycielskiego działania, Warszawa 2010.

Helena Słotwińska, Wzór osobowy nauczyciela gwarancją sukcesu edukacyjnego ucznia, [w:] Nauczyciel we współczesnej rzeczywistości edukacyjnej, red. Anna Karpińska Monika Zińczuk Karol Kowalczuk, Białystok 2021.

 

Autor: dr Piotr Ślusarczyk, trener w programie Asy Internetu.